W jego głosie dało się słyszeć nutkę nadziei. Typowy reporter, pomyślała Katrine. Liczy na to, że zjawiła się tutaj z powodu kolejnego przestępstwa, a jemu uda się jako pierwszemu poznać szczegóły.
Wyciągnęła z kieszeni kurtki pasek białej czekolady zawinięty w niemal puste opakowanie. Zjadła dwie kostki, a resztę schowała. Kiedyś był to jeden z jej nałogów, teraz jedyny – wszystko inne odstawiła.
– Na pewno – potwierdziła z uśmiechem. – Tym razem liczę na spokojny pobyt.
Popatrzył na nią badawczo.
– Coś nie tak?
– Nie – odparł. – Po prostu trudno mi uwierzyć, że zjawiła się tu pani bez powodu.
– Powód jest być może najważniejszy ze wszystkich.
– To znaczy?
Katrine oparła się o barierkę. Miała wrażenie, że zacinający śnieg z deszczem zamarza na jej twarzy i tworzy skorupę, która nigdy nie pęknie.
– Nie wiedziałam, że umówiliśmy się na wywiad.
– Tylko korzystam z okazji. – Tor-Ingar wzruszył ramionami. – Ostatnio nie ma o czym pisać.
– Brakuje panu zaginionych dziewczyn i kości znajdowanych na dnie zatok?
Østerø schował aparat pod kurtkę i zapiął ją pod samą szyję.