– Przynajmniej mieliśmy materiał – mruknął. – Teraz pozostaje relacjonować pierwsze poczynania nowej linii żeglugowej. Zupełnie jakby Horisont Færger miała cokolwiek zmienić.
Zgodnie z przewidywaniami Katrine chłopak zaczął się rozwodzić na temat duńskiego przedsiębiorstwa, które rzekomo siłą wtargnęło na rynek opanowany wcześniej przez farerską Smyril Line.
Starała się nie słuchać – wszystko to wpisywało się w ogólną niechęć miejscowych wobec Duńczyków i znała każdy argument, który mógł się pojawić w tym monologu. Skupiła się na wyłaniających się z mgły wzniesieniach i odpłynęła myślami.
Po chwili jednak z zamyślenia wyrwał ją cichy pomruk. Być może nie zwróciłaby na niego uwagi, gdyby słuchała reportera. I gdyby przez ostatnie trzydzieści parę godzin nie słyszała pracującego jednostajnie silnika. Dźwięk ten stał się tak nieodłącznym tłem, że przestała zwracać na niego uwagę – i dlatego teraz odnotowała nawet niewielką zmianę.
– Słyszał pan?
Tor-Ingar się rozejrzał.
– Co takiego?
– Spadły obroty silnika.
– Zbliżamy się do Tórshavn, prom zwalnia.
– Stanowczo za wcześnie.
– Nie wydaje mi się.
– Niech mi pan wierzy, płynęłam już tędy nieraz.