Znał tu każdy kawałek ziemi, bo zdaje się, tu się urodził i nigdy nie wyjeżdżał dalej niż do Kłodzka. Znał się na lesie – na czym można zarobić, co komu sprzedać. Grzyby, jagody, kradzione drewno, podsuchy do palenia, wnyki, coroczny rajd samochodów terenowych, polowania. Las żywił tego małego gnoma. Powinien więc las szanować, a nie szanował. Kiedyś w sierpniu, gdy była susza, podpalił cały jagodnik. Dzwoniłam po straż pożarną, ale nie udało się wiele uratować. Nigdy się nie dowiedziałam, dlaczego to zrobił. Latem wędrował po okolicy z piłą i ścinał pełne soków drzewa. Kiedy mu zwróciłam grzecznie uwagę, z trudem powstrzymując Gniew, odpowiedział z prostotą: – Odwal się, stara babo. Tylko że dosadniej. Dorabiał sobie tym, że zawsze coś tam ukradł, zwinął, załatwił; kiedy letnicy zostawili na podwórku latarkę czy sekator – Wielka Stopa od razu zwąchiwał okazję i zwijał wszystko, bo można to było potem upłynnić w mieście. Według mnie powinien już kilka razy dostać jakąś Karę, albo nawet iść do więzienia. Nie wiem, jak to się działo, że wszystko uchodziło mu płazem. Może strzegły go jakieś anioły; czasami tak bywa, że stają po niewłaściwej stronie.