Prowadź swój pług przez kości umarłych
Olga Tokarczuk — Pozostałe

Wiedziałam też, że kłusuje na wszystkie możliwe sposoby. Las traktował jak swoje gospodarstwo – wszystko tam należało do niego. Był typem grabieżcy.

Nie spałam przez niego wiele Nocy. Z bezsilności. Kilka razy dzwoniłam na Policję – kiedy już podniesiono słuchawkę, moje zgłoszenie grzecznie przyjmowano, lecz potem nic się nie działo. Wielka Stopa ruszał znowu w swoją trasę, z pękiem wnyków na ramieniu, pokrzykując złowróżbnie. Małe, złe bóstwo. Złośliwe i nieobliczalne. Zawsze był lekko pijany i chyba to wyzwalało w nim złośliwy humor. Mamrotał do siebie i kijem uderzał pnie drzew, jakby chciał je zgonić ze swojej drogi; wydawało się, że się urodził już w stanie lekkiego zamroczenia. Wiele razy chodziłam jego trasami i zbierałam za nim prymitywne druciane pułapki na Zwierzęta, pętle wiązane do młodych przygiętych drzew w taki sposób, że złapane Zwierzę wylatywało w górę jak z procy i zawisało w powietrzu. Czasem znajdowałam martwe Zwierzęta – Zające, Borsuki i Sarny.

– Musimy go przenieść na leżankę – powiedział Matoga.

Nie podobał mi się ten pomysł. Nie podobało mi się, że mam go dotknąć.