– Jak pan tu padnie, będę musiał robić sztuczne oddychanie. A tego w najgorszych koszmarach nie chciałbym doświadczać.
Nadinspektor odchylił się, wreszcie łapiąc trochę więcej powietrza. Zaraz potem zerknął znacząco na paczkę papierosów, Wiktor jednak szybko schował ją do kieszeni koszuli w kratę.
– Należy mi się coś od życia, pierunie…
– Od życia może tak. Ale ode mnie pan tego nie dostanie.
Osica machnął ręką, a potem wziął się pod boki i rozejrzał. Jak na zawołanie z oddali rozległo się głośne szczekanie, a zaraz potem zza stoku wyłonił się mały kundel, pędzący ku dwóm mężczyznom na złamanie karku.
Edmund wzdrygnął się, kiedy pies zaczął go obskakiwać.
– Musisz wszędzie targać ze sobą to zwierzę? – bąknął.
– Lubi łazić po górach. Ostatnio wdrapał się ze mną na Rysy.
– To niech se łazi po nich, nie po mnie.
Forst klepnął kilka razy w udo, wciąż wodząc wzrokiem po odległych graniach.
– Aleks – rzucił.
Pies nagle zamarł, podniósł łeb, a potem posłusznie stanął przy Wiktorze. Osica głęboko odetchnął.
– Co wiadomo? – odezwał się.
Komisarz przykucnął i lekko poklepał psa po boku.
– Że im lepiej poznaje się ludzi, tym bardziej woli się towarzystwo zwierząt.