– Mam na myśli tę dziewczynę, Forst, a nie twoje pieprzone mądrości życiowe.
Wiktor obrócił głowę w stronę nadinspektora.
– Hanna Broniewska – odezwał się. – Lat dwadzieścia trzy, mieszkanka Warszawy. Przyjechała w Tatry po raz pierwszy, była sama. Zatrzymała się w pensjonacie Willa Kończysta, jednej z największych ruder w Kościelisku. Gospodarz kasuje dwie dychy za noc, więc przypuszczamy, że dziewczyna nie jest zbyt zamożna.
– Motyw rabunkowy więc odpada.
Forst oparł ręce na udach i przez moment trwał w milczeniu. Niechętnie przyjmował, że dziewczyna padła ofiarą przestępstwa – co automatycznie założył Osica. Ostatecznie jednak była to najbardziej prawdopodobna wersja.
Czterech mężczyzn, jedna młoda kobieta. Nie miałaby żadnych szans.
– Wyszła z pensjonatu wczoraj rano – podjął Wiktor. – Weszła na teren TPN-u Doliną Chochołowską, widziano ją przy bacówce na Siwej Polanie, gdzie kupowała oscypki. Była wtedy sama.
Forst sięgnął do kieszeni i wyjął komórkę, na której wyświetlił zdjęcie Hanny. Od samego rana pojawiało się we wszystkich mediach.
– Matko Boska… – rzucił Edmund. – Jaka świarna dziewczyna.