– O ile Joseph nie wysadził się w powietrze – powiedziała, odsuwając Hamisha od piersi i przystawiając go do drugiej. – Bardzo się na nim zawiodłam. – Gdy chłopczyk znów zaczął ssać, wyciągnęła rękę i położyła ją na ramieniu Iris. – Dziękuję, że zabrałaś go do domu, zanim całkowicie przestał nad sobą panować.
– Zaproponowałam to, bo nie chciałam, żeby wszyscy widzieli go w takim stanie. – Iris umilkła na chwilę. – Myślisz, że już wcześniej wrócił do picia, tylko ukrywał to przed wszystkimi?
– Nie wiem, ale jestem wściekła, rozczarowana i co tylko chcesz pomiędzy. Zaczynam żałować, że wybrałam go na chrzestnego Hamisha. – Nagle zrobiła się nerwowa. – Nic nie powiedział, gdy odprowadzałaś go z Hugh do domu, prawda? Jak jest pijany, zwykle gęba mu się nie zamyka.
– Nie, nic. Nie martw się.
– Przede wszystkim powinnam być szczera z Hugh. – Esme była wyraźnie strapiona.
– To już bez znaczenia. Joseph wyjeżdża jutro, prawda?
– Jeśli zdąży wytrzeźwieć. – Esme przyłożyła Hamisha do ramienia i zaczęła go klepać po plecach.
Gdy Iris słuchała jej paplaniny o chrzcie, o tym, jaki był cudowny, wezbrała w niej fala nadzwyczaj dobrego samopoczucia. Po raz pierwszy od miesięcy odczuwała spokój.