I teraz, po kilku tygodniach ciężkiej pracy i weryfikacji zebranych danych, czekali na wielki finał. Wniosek o ekstradycję leżał już na biurku ugandyjskiego sędziego, który natychmiast go podpisze, bo zależy mu na tym, żeby jego syn dostał stypendium na jednym z amerykańskich uniwersytetów wraz z zezwoleniem na pobyt w USA. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, za niecałe trzy godziny będą siedzieli już w samolocie do domu, a Chuck będzie mógł zacząć odbudowywać swoje życie. Koniec siedzenia w pracy po godzinach. Koniec topienia się w powodzi dokumentów. Koniec analizowania chaotycznego ciągu cyferek. Koniec sprawdzania każdego najmniejszego śladu z każdego zakątka globu. Koniec ścigania ducha.
Potrzebował jeszcze odrobiny cierpliwości, jeszcze paru minut spędzonych nad ranem na tej ulicy na przedmieściach Kampali.