Usłyszał wybuch granatu hukowego, a po chwili kolejne eksplozje. Natychmiast spojrzał w stronę Diane, ale kobieta zniknęła gdzieś razem z wielkim policjantem. Potem rozległy się strzały. I wreszcie, tak samo niespodziewanie, jak się zaczęło, wszystko ucichło.
– Czy powinniśmy... – zaczął Ryan i zrobił ruch, jakby chciał pobiec w stronę domu podejrzanej, ale Chuck chwycił kolegę za ramię i przytrzymał.
– Czekaj – warknął. – Nie chcesz się teraz ładować pod lufy kolesi, którzy cię przecież nie znają.
– No tak – przyznał mężczyzna, ale widać było, że jego kowbojska krew domaga się działania.
W tej chwili zauważyli Diane West zmierzającą ku nim dziarskim krokiem. Pomachała do nich wesoło.
– No to zapraszam – powiedziała.
– Co to było? – zapytał Chuck.
– No cóż... Miejscowi lubią sobie postrzelać. Poza tym w środku były psy, które należało zneutralizować.
– A kobieta?
– Cała i zdrowa. Przerażona, ale cała i zdrowa – odparła Diane West i zachichotała. – Czeka na was w kajdankach.