Wyciągnął z kieszeni spodni komórkę i sprawdził godzinę. Za dziesięć minut powinni być na miejscu. Pracował nad tą sprawą od pięciu lat. Początkowo po prostu jako członek zespołu, potem jako jego szef. Poświęcił jej więcej niż tylko swoje małżeństwo. A teraz, kiedy zbliżał się do finału, odczuwał nawet nie ekscytację, ale coś znacznie lepszego – nadzieję. Nadzieję na to, że będzie mógł zacząć od nowa. Ze świeżą kartą, świeżą głową. Cholera, pomyślał, Uganda może i jest paskudna, parna, gorąca, chaotyczna, za głośna, ale jeśli wszystko pójdzie dobrze, przeżyje tu jeden z najpiękniejszych dni w życiu. Kto wie, może naprawdę powinien posłuchać Diane i wrócić tu na urlop. Tym razem już bez obrączki na palcu. Ciekawe, czy chciałaby mu wtedy pomóc jako przewodniczka. Oczywiście bez żadnych romansowych podtekstów. Po prostu dwoje kolegów z pracy dobrze się bawiących podczas zasłużonego odpoczynku.
– Ciągle trudno mi uwierzyć, że ukryła się właśnie tutaj – odezwał się Ryan, siedzący z przodu. – Z tych wszystkich miejsc, które mogła wybrać.