– Nie zdajesz sobie sprawy, kim ona tutaj była – odpowiedziała. – Wiesz, że w Kampali działał jej Kościół?
– Jak to Kościół? – zdziwił się Ryan. – W sensie, że się do niej modlili?
– Dokładnie tak. Niemal codziennie odprawiano mszę i wznoszono modły do Boga, Jezusa, ale także do niej. Traktowano ją jako boską posłanniczkę, żyjącą świętą. Jej praca miała przynieść im wyzwolenie, a także wieczne szczęście. Tysiące ludzi zainwestowało w tę jej piramidę. Zwykłych szaraczków, ale też tych bardziej wpływowych. I ci drudzy, możesz mi wierzyć, solidnie zarobili na szerzeniu dobrej nowiny. Cokolwiek by się wydarzyło, pamiętają, komu zawdzięczają te wszystkie zera na swoich kontach. I są gotowi się odwdzięczyć. Podczas przygotowywania tej akcji połowę czasu spędziłam na poszukiwaniu ludzi, którzy na pewno jej nie ostrzegą, i docieraniu do nich.
– I wykonałaś świetną robotę – pochwalił ją Chuck.
Ryan dyplomatycznie postanowił się nie odzywać.