Rytuał
Wojciech Chmielarz — Kryminały

– Ale nie zo­sta­wi­li­śmy, okej. A te­raz nie mamy jak do­stać się do domu. I może za­miast tyle ga­dać, weź się do ro­boty.

Ko­bieta za­sty­gła na mo­ment i po pro­stu przy­glą­dała się to­wa­rzy­szą­cemu jej męż­czyź­nie.

On na­to­miast wy­ko­rzy­stał ten mo­ment, żeby zbli­żyć się do nich jesz­cze bar­dziej. Czuł, jak z każ­dym kro­kiem na­pi­nają mu się mię­śnie, jak ro­śnie w nim pod­nie­ce­nie, jak w gar­dle ro­dzi się ryk dra­pież­nika. Wy­obra­żał już so­bie, jak na nich spada. Jak jego pa­zury roz­ry­wają im gar­dła. Jak pię­ści miaż­dżą ko­ści. Nie­malże po­tra­fił po­czuć słodki za­pach ich krwi.

To była jego zie­mia. Jego święte miej­sce.

Wła­śnie wtedy ko­bieta nie­spo­dzie­wa­nie wró­ciła do swo­ich po­szu­ki­wań. Pro­mień jej la­tarki padł pro­sto na niego. Wy­dała z sie­bie pe­łen prze­ra­że­nia krzyk. On na­to­miast sko­czył w bok, znowu cho­wa­jąc się za naj­bliż­szym drze­wem.

– Co się dzieje? – za­py­tał męż­czy­zna, pod­cho­dząc do niej.

– Ktoś tam był!

Męż­czy­zna po­świe­cił la­tarką pro­sto w las.

– Zda­wało ci się.

– Ktoś tam był!