– Ale nie zostawiliśmy, okej. A teraz nie mamy jak dostać się do domu. I może zamiast tyle gadać, weź się do roboty.
Kobieta zastygła na moment i po prostu przyglądała się towarzyszącemu jej mężczyźnie.
On natomiast wykorzystał ten moment, żeby zbliżyć się do nich jeszcze bardziej. Czuł, jak z każdym krokiem napinają mu się mięśnie, jak rośnie w nim podniecenie, jak w gardle rodzi się ryk drapieżnika. Wyobrażał już sobie, jak na nich spada. Jak jego pazury rozrywają im gardła. Jak pięści miażdżą kości. Niemalże potrafił poczuć słodki zapach ich krwi.
To była jego ziemia. Jego święte miejsce.
Właśnie wtedy kobieta niespodziewanie wróciła do swoich poszukiwań. Promień jej latarki padł prosto na niego. Wydała z siebie pełen przerażenia krzyk. On natomiast skoczył w bok, znowu chowając się za najbliższym drzewem.
– Co się dzieje? – zapytał mężczyzna, podchodząc do niej.
– Ktoś tam był!
Mężczyzna poświecił latarką prosto w las.
– Zdawało ci się.
– Ktoś tam był!