Rytuał
Wojciech Chmielarz — Kryminały

Męż­czy­zna raz jesz­cze po­świe­cił w stronę gę­stwiny. Pro­mień la­tarki prze­śli­zgi­wał się raz po le­wej, raz po pra­wej stro­nie drzewa, za któ­rym się ukry­wał. W pew­nym mo­men­cie po­czuł jego miękki do­tyk na swo­jej skó­rze. Za­ci­snął zęby i przy­kuc­nął, szy­ku­jąc się do skoku.

– Wra­cajmy do sa­mo­chodu – po­wie­dział męż­czy­zna.

Se­kundę po­tem usły­szał ich od­da­la­jące się kroki. Wyj­rzał zza drzewa. Męż­czy­zna szedł tuż za ko­bietą, co pe­wien czas się ob­ra­cał i zer­kał w stronę lasu. W końcu pod­nie­śli le­żące z boku ro­wery, włą­czyli lampki i po­śpiesz­nie od­je­chali. Coś w nim wyło, żeby rzu­cić się za nimi w po­goń, ale po­wstrzy­mał się.

Opu­ścił swoją kry­jówkę. Pod­szedł do miej­sca, gdzie wcze­śniej znaj­do­wali się ro­we­rzy­ści. Na­gle po­czuł pod sto­pami coś ostrego. Schy­lił się i pod­niósł pęk klu­czy. Ob­ra­cał go przez chwilę w dłoni, a po­tem rzu­cił da­leko przed sie­bie. Klu­cze upa­dły gdzieś na roz­cią­ga­ją­cej się przed nim gór­skiej łące.