W porze lunchu jestem już tak zmęczona, że marzę tylko, żeby ten cholerny dzień się skończył. Nie ma to jak wkurzony szef i współpracownik, któremu chyba żona nie dała, bo kolejny raz próbował na mnie swoich świńskich tekstów. Nie jestem osobą agresywną, zawsze odpuszczam, ale dzisiaj nie wytrzymałam. Koleś dostał po pysku, a ja stwierdziłam, że chyba nadeszła pora na zmianę pracy. Jedyny powód, by zostać, jest taki, że całkiem dobrze tutaj płacą. Bycie managerem w restauracji ma swoje plusy i minusy, ale nie zniosę molestowania przez innych pracowników tylko dlatego, że szef ma wywalone na wszystko i wszystkich.
Wczesnym wieczorem szef vel dupek łaskawie oznajmia, że mogę się zmyć. Wychodzę tak szybko, jak to możliwe. Całkiem prawdopodobne, że aż się za mną kurzy. Wsiadam do auta i jak co dzień pokonuję tę samą trasę w podobnym czasie, mimo że Vegas nigdy nie śpi i tłok na ulicach jak cholera. To miasto tętni życiem dwadzieścia cztery godziny na dobę, siedem dni w tygodniu i to jest akurat dobre.