– Wziąłeś je czy nie? – naciskam. Nie odpuszczę mu.
– Dobra, były mi potrzebne. Wyobraź sobie, że miałem nagłą sprawę – rzuca.
– Trzeba było iść i zarobić! – Trącam go palcem w klatę. – Wiesz, ile odkładałam?! – krzyczę, bo ten gnojek ukradł mi kasę. – Tam było kilka tysięcy! Chcę je z powrotem. Wszystko!
– Nie mam ich – oświadcza tak po prostu, a ja mam ochotę walnąć go w ten durny łeb.
– Zabić ciebie to mało! – Wyrzucam ręce w powietrze i wychodzę z kuchni.
– Chloe!
– Cmoknij się! Nie rozmawiam z tobą, kretynie!
Moje ciężko zarobione pieniądze, które miałam wydać tylko na siebie, przepadły. Jeżeli on myśli, że kolejny raz mu odpuszczę, to jest w cholernym błędzie. Głośniej niż planowałam, zamykam drzwi swojej sypialni i idę spać, bo w tej sytuacji nic innego mi nie pozostaje. Kiedy zasypiam, słyszę pukanie, a po chwili cichy głos brata.
– Oddam ci wszystko. Odkuję się – obiecuje i wzdycha tak samo jak ja.
– Kiedy ty w końcu skończysz z hazardem, co? Kiedyś wpadniesz w niezłe gówno. A teraz daj mi spać, bo rano idę do pracy.
– Przepraszam, naprawię to – pada któraś z kolei obietnica.
– Oby. Dobranoc.
– Dobranoc, siostra.