Serce jak smoła
J.K. Rowling, Robert Galbraith — Kryminalne i sensacyjne

– No. Na Ar­ra­nie – od­pa­rł Stri­ke. – Miał tam z trze­cią żoną ol­brzy­mi dom. No wiesz, rol­nic­two hob­by­stycz­ne. Praw­do­po­dob­nie do od­pi­sa­nia od po­dat­ku. Skur­czy­by­kom źle pa­trzy­ło z oczu... mam na my­śli owce... nie pa­mi­ętam, jaka to była rasa. Czar­no-bia­łe. Ol­brzy­mie rogi i żó­łte śle­pia.

– To pew­nie ja­cob­sy – do­my­śli­ła się Ro­bin. – Wy­cho­wy­wa­łam się z ol­brzy­mią ster­tą „Ho­dow­li Owiec” obok se­de­su... – wy­ja­śni­ła, od­po­wia­da­jąc na uśmiech Stri­ke’a. – Siłą rze­czy znam rasy owiec... Jak jest na Ar­ra­nie?

Tak na­praw­dę py­ta­ła, jaka jest ro­dzi­na Char­lot­te.

– Z tego, co pa­mi­ętam, to ład­nie, ale by­łem tam tyl­ko raz. Nie za­pro­si­li mnie po­now­nie. Oj­ciec Char­lot­te mnie nie zno­sił.

– Dla­cze­go?

Za­nim Stri­ke od­po­wie­dział, do­pił bur­bon.

– Hm, po­wo­dów było kil­ka, ale moim zda­niem na szczy­cie li­sty znaj­do­wa­ło się to, że jego żona pró­bo­wa­ła mnie uwie­ść.

Zdu­szo­ny okrzyk Ro­bin za­brzmiał o wie­le gło­śniej, niż za­mie­rza­ła.

– No. Mia­łem wte­dy ja­kieś dwa­dzie­ścia dwa–dwa­dzie­ścia trzy lata. Ona mia­ła co naj­mniej czter­dzie­ści. Bar­dzo atrak­cyj­na, je­śli lubi się ko­bie­ty chu­de jak ko­ka­inist­ki.