Serce jak smoła
J.K. Rowling, Robert Galbraith — Kryminalne i sensacyjne

Tym ra­zem sal­wę śmie­chu Stri­ke’a usły­szał cały bar.

– Nie tak gło­śno. – Ro­bin się uśmie­cha­ła, ale jed­no­cze­śnie mia­ła świa­do­mo­ść, ile osób im się przy­gląda. – Prze­cież nie chce­my, żeby za­ka­za­li nam wstępu do dru­gie­go baru w Lon­dy­nie.

– Chy­ba nie za­ka­za­li nam wstępu do Ame­ri­can Bar?

Stri­ke nie­zbyt do­brze pa­mi­ętał na­stęp­stwa swo­jej pró­by wal­ni­ęcia po­dej­rza­ne­go pi­ęścią w ho­te­lu Staf­ford. Mgli­sto­ść wspo­mnień nie była jed­nak spo­wo­do­wa­na nad­mia­rem al­ko­ho­lu, lecz tym, że sku­piał się wte­dy wy­łącz­nie na wła­snej wście­kło­ści.

– Może nie po­wie­dzie­li tego wprost, ale spró­buj tam kie­dyś pó­jść, a zo­ba­czysz, jak cię po­wi­ta­ją – od­rze­kła Ro­bin, wy­ła­wia­jąc jed­ną z ostat­nich oli­wek z na­czy­nek, któ­re po­da­no im ra­zem z pierw­szą ko­lej­ką. Stri­ke już zdążył zje­ść czip­sy.

– Oj­ciec Char­lot­te ho­do­wał owce – po­wie­dział Stri­ke i Ro­bin po­czu­ła lek­ki dresz­czyk za­cie­ka­wie­nia, któ­re­go do­świad­cza­ła za ka­żdym ra­zem, gdy wspo­mi­nał o swo­jej by­łej na­rze­czo­nej, czy­li pra­wie ni­g­dy.

– Na­praw­dę?