Tym razem salwę śmiechu Strike’a usłyszał cały bar.
– Nie tak głośno. – Robin się uśmiechała, ale jednocześnie miała świadomość, ile osób im się przygląda. – Przecież nie chcemy, żeby zakazali nam wstępu do drugiego baru w Londynie.
– Chyba nie zakazali nam wstępu do American Bar?
Strike niezbyt dobrze pamiętał następstwa swojej próby walnięcia podejrzanego pięścią w hotelu Stafford. Mglistość wspomnień nie była jednak spowodowana nadmiarem alkoholu, lecz tym, że skupiał się wtedy wyłącznie na własnej wściekłości.
– Może nie powiedzieli tego wprost, ale spróbuj tam kiedyś pójść, a zobaczysz, jak cię powitają – odrzekła Robin, wyławiając jedną z ostatnich oliwek z naczynek, które podano im razem z pierwszą kolejką. Strike już zdążył zjeść czipsy.
– Ojciec Charlotte hodował owce – powiedział Strike i Robin poczuła lekki dreszczyk zaciekawienia, którego doświadczała za każdym razem, gdy wspominał o swojej byłej narzeczonej, czyli prawie nigdy.
– Naprawdę?