Zrobiwszy siku, Robin poprawiła sukienkę i sprawdziła w lustrze, czy podczas tego całego śmiania nie rozmazał jej się tusz do rzęs. Myjąc ręce, pomyślała o historii, którą właśnie opowiedział jej Strike. Wydawała jej się zabawna, lecz zarazem trochę onieśmielająca. Mimo szerokiej gamy ludzkich dziwactw, nierzadko natury seksualnej, z którymi Robin zetknęła się w swojej pracy detektywistycznej, zdarzało się, że porównując się z rówieśniczkami, czuła się niedoświadczona i oderwana od życia. Nigdy nie zdarzyło jej się zapuścić w dziksze rejony przygód seksualnych. Miała dotąd tylko jednego partnera i więcej powodów niż przeciętna kobieta, by pragnąć ufać osobie, z którą szła do łóżka. Pewien mężczyzna w średnim wieku z plamą bielactwa pod lewym uchem stanął kiedyś w ławie oskarżonych, twierdząc, że dziewiętnastoletnia Robin zaprosiła go do ciemnej klatki schodowej na seks i że pozbawił ją przytomności duszeniem, ponieważ powiedziała, że „lubi na ostro”.