Lucy była siostrą, z którą Strike spędził większość dzieciństwa, ponieważ mieli tę samą matkę. Ogólnie rzecz biorąc, Strike i Lucy wyznawali skrajnie odmienne poglądy na temat tego, co jest w życiu najprzyjemniejsze i najważniejsze. Lucy martwiła się, że Strike, dobiegający czterdziestki, wciąż mieszka sam w dwóch wynajętych pomieszczeniach nad swoją agencją i nie ma żadnych zobowiązań ułatwiających życiową stabilizację – żony, dzieci, kredytu, komitetów rodzicielskich, obowiązkowych imprez bożonarodzeniowych z sąsiadami – których zresztą bezwzględnie unikała także ich matka.
– No cóż, myślę, że już pora, żebym znalazła własne mieszkanie – powiedziała Robin. – Będę tęskniła za Wolfgangiem, ale...
– Co to za jeden?
– Jamnik Maxa – odparła Robin, zaskoczona ostrym tonem Strike’a.
– A... Myślałem, że to jakiś Niemiec, do którego poczułaś miętę.
– Ha... Nie – powiedziała Robin.
Naprawdę czuła, że jest już mocno pijana. Miała nadzieję, że kanapki pomogą.