– Nic tak mocno nie buduje fundamentu zaufania jak kłamstwo w sprawie własnego nazwiska – powiedział Strike i Robin znowu się roześmiała.
Strike zamówił kolejne drinki, a Robin nie protestowała. W barze zrobiło się tłoczniej, gwar rozmów przybrał na sile, a każdy kryształ zwisający z żyrandoli otaczała mglista aureola. Robin czuła teraz bezkrytyczną sympatię do wszystkich ludzi na sali – od starszej pary rozmawiającej cicho przy szampanie i krzątających się barmanów w białych marynarkach po siwowłosego mężczyznę, który się do niej uśmiechnął, gdy się rozglądała. Najbardziej ze wszystkich lubiła Cormorana Strike’a, ponieważ to on zorganizował dla niej ten wspaniały, zapadający w pamięć i kosztowny wieczór z okazji jej urodzin.