Wyczuł lekką woń perfum: choć długie lata palenia przytępiły nieco jego węch, rozpoznał róże podszyte piżmem, co przywiodło mu na myśl skórę ogrzaną słońcem.
Przyniesiono nowe drinki.
– Chyba zapomniała o mojej wodzie – zauważyła Robin, sącząc manhattan. – To będzie mój ostatni. Teraz rzadko chodzę na obcasach i nie chcę upaść na twarz na środku Ritza.
– Zamówię ci taksówkę.
– Już wystarczająco dużo wydałeś.
– Dobrze nam się powodzi – powiedział Strike. – Dla odmiany.
– Wiem... czy to nie wspaniale? – Westchnęła. – Mamy naprawdę niezłe saldo w banku, a do tego mnóstwo nowych zleceń... Strike, odnieśliśmy sukces. – Rozpromieniła się, a on poczuł, że też się rozpromienił.
– Kto by pomyślał.
– Ja bym pomyślała – powiedziała Robin.
– Kiedy mnie poznałaś, byłem prawie bankrutem, spałem na łóżku polowym we własnej agencji i miałem jednego klienta.
– No i? Podobało mi się, że się nie poddajesz i nie miałam wątpliwości, że jesteś naprawdę dobry w tym, co robisz.
– Po czym to niby poznałaś?
– Przecież widziałam, jak pracujesz, prawda?