– Pamiętasz, jak przyniosłaś tę tacę z kawą i herbatnikami? – spytał Strike. – Tamtego pierwszego dnia, dla mnie i Johna Bristowa. Nie miałem pojęcia, skąd je wytrzasnęłaś. To było jak magiczna sztuczka.
Roześmiała się.
– Po prostu poprosiłam faceta z dołu.
– I powiedziałaś „my”. „Pomyślałam, że skoro zaproponowaliśmy klientowi kawę, powinniśmy mu ją zapewnić”.
– Eh, ta twoja pamięć – powiedziała Robin, zaskoczona, że bez zastanowienia przytoczył te słowa.
– No... nie jesteś... zwyczajną osobą – odparł Strike.
Sięgnął po prawie opróżniony kieliszek i uniósł go.
– Za agencję detektywistyczną Strike’a i Ellacott. A poza tym sto lat.
Robin podniosła kieliszek, stuknęła się z nim i wypiła do dna.
– Cholera, Strike, spójrz, jak już późno – zawołała nagle, zauważywszy, która jest godzina. – Muszę wstać o piątej. Mam śledzić chłopaka Panny Jones.