– No dobra – mruknął Strike, który z radością spędziłby jeszcze parę godzin na tym wygodnym krześle, skąpany w złotym świetle i otoczony zapachem róży z piżmem unoszącym się nad stolikiem. Skinął do kelnerki, prosząc o rachunek.
Tak jak Robin przewidziała, bez wątpienia kołysała się na wysokich obcasach, gdy przechodziła przez bar, a znalezienie numerka do szatni, leżącego na dnie torebki, zajęło jej o wiele więcej czasu, niż powinno.
– Mógłbyś to potrzymać? – spytała Strike’a, podając mu torebeczkę z perfumami i nie przerywając poszukiwań.
Odebrawszy jej płaszcz, Strike musiał pomóc jej go włożyć.