– To, czy po odmowie ze strony prokuratury złożyła pani zażalenie do sądu.
– Tak.
– I?
– Sąd się przychylił. Uwzględnił je.
Od czasu do czasu tak się działo, skwitowała w duchu Chyłka. Nie znaczyło to jeszcze, że na rzeczy było faktycznie coś więcej niż samobójstwo. Sędzia mógł po prostu uznać, że oskarżenie zbyt szybko spasowało.
– Czyli sprawa wróciła do prokuratora – odezwała się Joanna. – Co zrobił?
– Znów podjął decyzję o tym, żeby nie wszczynać postępowania.
– Zaskarżyła ją pani do prokuratora nadrzędnego?
– Tak – odparła ciężko Pola. – Ale on utrzymał w mocy postanowienie podwładnego.
A zatem kobieta rzeczywiście przeszła całą drogę – i to najwyraźniej sama, bo nie zająknęła się na temat tego, by jakikolwiek prawnik jej pomagał.
– Nie zatrudniła pani nikogo do reprezentacji?
– Nie.
– Dlaczego?
Byszkiewicz rozejrzała się po salonie, a Chyłka dopiero teraz zrozumiała, dlaczego kobieta to robi. W miejscu, gdzie sprzedawano suknie za jedenaście tysięcy i częstowano klientki szampanem, czuła się nieswojo.
– Nie mam zbyt wiele pieniędzy – powiedziała Pola.
– I mimo to przyszła pani do mnie? Gratulacje.
– Tak, bo…