Wciąż nie odpowiadał, a Chyłka położyła ręce na talii.
– Wyglądasz…
– Jakbym zaraz miała zacząć kręcić się w kółko do jakiejś melodyjki – powiedziała. – A ty nie lepiej. Po co tu przylazłeś? Zordon cię wysłał?
Kormak zamrugał nerwowo.
– Nie – odparł. – Mam sprawę.
– I nie mogła poczekać, aż ściągnę z siebie tę konstrukcję?
– Nie do końca, bo ta sprawa czeka na zewnątrz.
Szczypior obrócił się przez ramię, a Joanna zerknęła w kierunku drzwi. Zobaczyła tylko wątłą starszą kobietę, która stała tyłem do wejścia i obejmowała się ramionami.
– Wiedziałam, że Anka postarzeje się przez związek z tobą, ale nie przypuszczałam, że aż tak.
– To matka mojej znajomej. Może kojarzysz, Julki Byszkiewicz.
Joanna zmrużyła lekko oczy. Nazwisko coś jej mówiło, ale nie przypominała sobie, by kościotrup wcześniej go używał.
– Mówiłem ci o niej.
– Widocznie nie słuchałam.
– To ta, która się zabiła parę miesięcy temu – odparł cicho Kormak.
Chyłka krótkim skinieniem głowy potwierdziła, że pamięta. Szczypior rzeczywiście o tym wspominał, choć chyba specjalnie się nie rozwodził.
– Tyle że jej matka twierdzi, że to nie było samobójstwo – dodał.
– Jak każdy rodzic w podobnej sytuacji.
– Ale mówi, że ma dowody, i…
– Jakie dowody?