Joanna nie była co do tego przekonana, bo była to dość długa procedura. Niewykluczone jednak, że kobieta działała szybko i rzeczywiście dotarła do etapu, w którym sama mogła wyznaczyć adwokata mającego przejąć rolę prokuratora.
– Więc zamarzyło jej się, żebym to ja została oskarżycielem posiłkowym? – spytała Chyłka.
– Na to wygląda.
– To nie robota dla mnie.
– Posłuchaj chociaż, co ma do powiedzenia.
– Nie muszę – rzuciła pod nosem Joanna, a potem rozłożyła ręce. – Czy ja ci naprawdę wyglądam na jakąś paderopodobną kreaturę? Nie oskarżam ludzi, nie pakuję ich do więzień. Chyba że ktoś zacząłby stawiać zarzuty discopolowcom. Może dołączyłabym się jako subsydiarny.
Szczypior patrzył na nią z nadzieją w oczach, jakby w głębi duszy liczył na to, że Chyłka zmieni zdanie.
– Nie możesz po prostu z nią pogadać? Nic nie stracisz.
– Oprócz czasu, którego zmitrężyłam już dziś dostatecznie.
– Chyłka… proszę.
Trudno było tak po prostu zignorować błagalne spojrzenie Kormaka. W końcu pokręciła głową z niezadowoleniem i mruknęła cicho, by ją tu przyprowadził.
Ledwo chudzielec zaczął odchodzić, jak na zawołanie wróciła pracowniczka salonu. Uśmiech miała niby przyklejony.
– I jak? – spytała.