Joanna rzuciła okiem w kierunku wyjścia. Właściwie powinna zabrać stojącą tam kobietę do kancelarii i tam z nią porozmawiać. Chciała jednak mieć to z głowy jak najszybciej.
– Na zewnątrz czeka moja matka – oznajmiła. – Pogadamy tu chwilę, zastanowimy się wspólnie.
– Oczywiście. A czy chce pani zobaczyć jeszcze suknię z innej kolekcji?
Chyłka odwróciła się do niej.
– A ty chcesz zobaczyć borsuka?
– Niech pani nie odpo… – zaczęła Magdalena, ale było już za późno.
– Jakiego borsuka?
– Tego, co jajami w szyby stuka.
Chyłka czekała przez moment na odpowiedź, ale kobieta tylko otworzyła usta i zamarła. Uznawszy, że teraz da im spokój, Joanna ruszyła powolnym krokiem w kierunku drzwi.
Otworzyła je i wpuściła do środka starszą kobietę, która wyglądała, jakby właśnie spotkało ją największe błogosławieństwo. Uścisnęła Joannie dłoń i długo nie puszczała, patrząc na nią z wdzięcznością.
Przedstawiła się jako Pola Byszkiewicz, a Chyłka znów odniosła wrażenie, że skądś zna to nazwisko. Nie potrafiła jednak stwierdzić skąd. Wydawało jej się, że Kormak o nim nie wspominał, w mediach z pewnością też się nie pojawiło.
– Pani mecenas, dziękuję, że zdecydowała się pani…