Pan doktor Wacławik nie miał najmniejszego pojęcia o cudownym systemie Platr-Munsters, ale przytakiwał gorliwie. Tata wstał, zaprowadził go do magazynu i pokazał mu lodówkę, a on był nią zachwycony, ponadto bardzo podobała mu się ta marmurowa płyta. Potem wrócili do biura, tata poczęstował gościa koniakiem, świetnie im się rozmawiało, pan doktor Wacławik opowiadał, kto się rozwiódł, kto ożenił, kto urodził i kto umarł w Kroczehlawach, a tata sypał jak z rękawa żydowskimi anegdotami o panach Khonie i Abelesie. Gdy pan doktor miał już po tym koniaku trochę w czubie, tata obiecał mu, że firma przywiezie lodówkę najpóźniej za trzy dni, ale zapłacić trzeba już teraz. Pan doktor odparł, że nie ma przy sobie tyle pieniędzy, ale pójdzie do banku. Po godzinie wrócił, zapłacił tacie za lodówkę, a tata wystawił mu pokwitowanie.
Kiedy doktor wyszedł, tata wezwał do siebie magazyniera Szczypawkę.
– Masz tam jakąś starą, wycofaną lodówkę?
– Jedna na pewno się znajdzie.