Mężczyzna pozwolił żonie obmyć resztę swego ciała. Gdy uznał, że wystarczy, zaciągnął się raz jeszcze, wypił kolejny kieliszek i wytarł dłonie w jedną ze szmat. Zgasił peta w szklance z wodą i pożądliwym wzrokiem omiótł pierś żony, którą ta filuternie wysunęła zza głębokiego dekoltu halki w kolorowe kwiaty. Skóra lśniła kropelkami potu, była delikatna, pachnąca i niezwykle kusząca. Ścisnął ją w palcach, po czym przyssał się do sutka niczym głodne niemowlę. Kobieta jęknęła i jeszcze mocniej przycisnęła jego głowę do swojego ciała, a gdy poczuła dłonie męża na pośladkach, splunęła w dłoń i wtarła ślinę w okolice krocza. Wślizgnęła się udami na jego uda i już miała opaść na sterczące przyrodzenie, gdy miłosne igraszki przerwało głośne szczekanie dobiegające z podwórza. Atmosfera pożądania prysła jak bańka mydlana. Mężczyzna gwałtownie wysunął się spod partnerki, klnąc pod nosem.
– Kogo tu, u diabła, licho niesie o tej porze? – warknął poirytowany. Z powrotem naciągnął majtki i wyjrzał przez okno. W oddali dostrzegł sunące przy ścianie lasu pochodnie.