Śnieg przykryje
Michał Śmielak — Kryminały

Rozdział 1. 23 grudnia 2024 roku

Święta, psia ich mać. Nienawidził Bożego Narodzenia z tą całą radosną otoczką, tych wszystkich choinek, prezentów, gotowania bigosu i śpiewania kolęd. Starej pewnie znowu włączy się tryb kościołowy i będzie wyganiać go na pasterkę, jakby nie było czegoś lepszego do robienia po nocy. A już najgorsze, że jak postawi na wigilijnym stole flaszkę, to będzie się darła jak stare prześcieradło. A to jakiś grzech wypić? A to nie sam Jezus dzielił się winem na ostatniej wieczerzy? A dlaczego winem? Bo wódki nie miał. O nie, w tym roku nie pozwoli wleźć sobie na głowę i się kulturalnie napiją ze szwagrem, a co, kompot z suszu najlepiej z wódeczką wchodzi. Szwagier też miał babę jędzę, takie to się siostrzyczki znalazły, to go przynajmniej rozumiał.

Szedł przez chodniki pokryte brudnym śniegiem i strasznie chciało mu się palić, ale ręce marzły, a rękawiczek nie miał. Ani papierosów. Coś za cienko się ubrał do roboty, ale rano przecież też stara truła mu dupę, to chciał wyjść jak najszybciej. Wróci, to się rozgrzeje, zje coś, napije się, zapali.