– Taki to już mój los, kurwa jego mać – skomentował Rysiek, ciskając łyżką do talerza. – Nawet zupy zjeść nie mogę w spokoju.
– Niech pan skończy jeść – uspokoił go policjant. – Ja zgłoszę na komendzie, żeby się przygotowali.
Odwrócił się od gospodarza i wziął pod rękę Halinę, po czym zaprowadził ją do salonu.
– Muszę wezwać karetkę – wyszeptał.
– Byle szybko – odparła Halina.
– Ile go nie było? – zapytał, wybierając na telefonie odpowiedni numer.
– Dwadzieścia pięć lat – odrzekła, a słysząc wypowiedziane przez siebie słowa, aż usiadła z wrażenia na kanapie. – Zaginął równo dwadzieścia pięć lat temu, dzień przed Wigilią.