– Halina, kogoś ty do domu wpuściła? – Rysiek uśmiechnął się drwiąco. – Niby w policji mądrych nie uświadczysz, ale ten to głupszy, niż ustawa przewiduje. Zajrzyj pan w kalendarz. A co do tych komputerów, to i dobrze, że to powariuje wszystko. Do niczego to gówno się nie przyda, moda jak i każda inna, przyszło, to i pójdzie.
– Panie Ryszardzie – zaczął podkomisarz. – Skoro był pan na zakładzie i wczoraj, i dzisiaj, to musi pan ze mną pojechać na komisariat.
– Po kiego?
– Złożyć zeznania.
– Co?
– Ktoś wynosi z pana miejsca pracy materiały, możliwe, że pan coś widział.
Mężczyzna spojrzał na policjanta zdziwiony, był w jego wieku, wysportowany, ale nie pamiętał go ze szkoły, a skoro byli równolatkami, coś powinien kojarzyć. Chciał zeznań? Ktoś wynosi coś z zakładu? Panie, kto nie wynosi, chciał powiedzieć, ale z policją żartów nie ma, tam same tępaki, jeszcze stwierdzą, że obraza orzełka czy tam munduru. Pewnie te Niemce, co przejmują zakład, już na ludzi szczują.
– Ja nic nie widziałem – rzucił wymijająco.
– Trzeba to zeznać do protokołu.
– Po choinkę muszę jechać, zaraz święta.
– Długo nam nie zejdzie. Odwiozę pana.