Śnieg przykryje
Michał Śmielak — Kryminały

– Halina, kogoś ty do domu wpuściła? – Rysiek uśmiechnął się drwiąco. – Niby w policji mądrych nie uświadczysz, ale ten to głupszy, niż ustawa przewiduje. Zajrzyj pan w kalendarz. A co do tych komputerów, to i dobrze, że to powariuje wszystko. Do niczego to gówno się nie przyda, moda jak i każda inna, przyszło, to i pójdzie.

– Panie Ryszardzie – zaczął podkomisarz. – Skoro był pan na zakładzie i wczoraj, i dzisiaj, to musi pan ze mną pojechać na komisariat.

– Po kiego?

– Złożyć zeznania.

– Co?

– Ktoś wynosi z pana miejsca pracy materiały, możliwe, że pan coś widział.

Mężczyzna spojrzał na policjanta zdziwiony, był w jego wieku, wysportowany, ale nie pamiętał go ze szkoły, a skoro byli równolatkami, coś powinien kojarzyć. Chciał zeznań? Ktoś wynosi coś z zakładu? Panie, kto nie wynosi, chciał powiedzieć, ale z policją żartów nie ma, tam same tępaki, jeszcze stwierdzą, że obraza orzełka czy tam munduru. Pewnie te Niemce, co przejmują zakład, już na ludzi szczują.

– Ja nic nie widziałem – rzucił wymijająco.

– Trzeba to zeznać do protokołu.

– Po choinkę muszę jechać, zaraz święta.

– Długo nam nie zejdzie. Odwiozę pana.