– Stacja Solaris. Zero i Zero. Lądowanie skończone. Koniec – usłyszałem martwy głos kontrolnego urządzenia. Obiema rękami (czułem niewyraźny ucisk na piersi, a wnętrzności stały się wyczuwalne jako niemiły ciężar) ująłem rękojeści na wprost barków i rozłączyłem kontakty. Zajaśniał zielony napis ZIEMIA i ściana zasobnika się otwarła; pneumatyczne łoże pchnęło mnie lekko w plecy, tak że musiałem, aby nie upaść, zrobić krok naprzód.
Z cichym sykiem podobnym do zrezygnowanego westchnienia powietrze opuściło zwojnice skafandra. Byłem wolny.