Solaris
Stanisław Lem — Klasyka science fiction

I zno­wu prze­ga­pi­łem waż­ny mo­ment uka­za­nia się pla­ne­ty. Roz­po­star­ła się ol­brzy­mia, pła­ska; z roz­mia­ru smug na jej po­wierzch­ni mo­głem się zo­rien­to­wać, że je­stem jesz­cze da­le­ko. A wła­ści­wie – wy­so­ko, bo mi­ną­łem już tę nie­po­chwyt­ną gra­ni­cę, u któ­rej od­le­głość od cia­ła nie­bie­skie­go sta­je się wy­so­ko­ścią. Spa­da­łem. Wciąż spa­da­łem. Czu­łem to te­raz, na­wet za­mknąw­szy oczy. Otwar­łem je na­tych­miast, bo chcia­łem jak naj­wię­cej widzieć.