Już po zajęciach, kiedy Stoner wykonywał obowiązki w gospodarstwie albo uczył się u siebie na poddaszu w pokoiku bez okien, mrużąc powieki w bladym świetle lampki, nierzadko łapał się na tym, że obraz tego człowieka powraca mu w myślach. Z trudem przypominał sobie twarze innych wykładowców albo zagadnienia, które omawiali. Stale natomiast gdzieś u progu świadomości tkwiła mu postać Archera Sloane’a z jego szorstkim tonem, którym od niechcenia rzucał coś o Beowulfie lub też o którymś dystychu Chaucera.
Na kursie z literatury, jak się okazało, szło Stonerowi gorzej niż na innych. Chociaż znał na pamięć nazwiska, tytuły, daty i epoki, ledwo zdał pierwsze kolokwium. Na drugim było nie lepiej. Czytał bez ustanku zadane lektury, przez co zaczął się opuszczać w nauce innych przedmiotów. Jednak słowa, które widział, wciąż były tylko z papieru i Stoner nie mógł zrozumieć, po co mu to wszystko.