Ktoś zakaszlał. Sloane zwrócił jasne oczy o mrocznym wejrzeniu prosto na Stonera.
– W takim razie pan. Proszę nam powiedzieć, o czym jest ten sonet.
Stoner przełknął ślinę, próbując otworzyć usta.
– Jest to sonet, panie Stoner – powiedział oschle Sloane – utwór poetycki czternastowersowy o określonej formie i budowie, które zapewne opanował pan na pamięć. Został napisany w języku angielskim, którym posługuje się pan od pewnego czasu, jak wolno przypuszczać. Autorem sonetu jest pan William Szekspir, nieżyjący już poeta, ale wciąż czytany i ceniony przez niektórych.
Sloane jeszcze przez chwilę przyglądał się Stonerowi, aż oczy mu się zamgliły i zapatrzył się gdzieś w dal nieobecnym wzrokiem. Zaczął mówić wiersz ponownie, tym razem z pamięci, głębszym, łagodniejszym tonem, jak gdyby sam się przemienił w dźwięki i melodię tekstu.
Ujrzysz we mnie tę porę roku, gdy zielone
Liście żółkną i rzedną, aż żadnego nie ma
Na drżącym z zimna drzewie, którego koronę
Wypełniał śpiew, lecz dzisiaj pusta jest i niema.
We mnie ujrzysz ten schyłek dnia, gdy resztka słońca
Gaśnie z wolna, sprawiając, że dzień od zachodu
Pochłania krok po kroku ciemność gęstniejąca,
Noc, ów sobowtór śmierci, kres trosk i zawodu.