– Oczywiście – odrzekł Stoner. Popatrzył na swoje dłonie, które trzymał w ciasnym splocie.
Sloane musnął palcami teczkę dokumentów leżącą na biurku.
– Trafił pan na pierwszy rok później niż przeciętny student, jeśli się nie mylę. Miał pan już prawie dwadzieścia lat?
– Tak – powiedział Stoner.
– I zamierzał pan studiować rolnictwo?
– Zgadza się.
Sloane oparł się na krześle i wpatrzył w wysoki sufit, który tonął w cieniu. Rzucił pytanie znienacka:
– A teraz co pan zamierza?
Stoner siedział cicho. Nad tym się nie zastanawiał. Odezwał się wreszcie z niezadowoleniem w głosie:
– Nie wiem, jeszcze nie myślałem.
– A jak podoba się panu myśl, by kiedyś opuścić mury tego zgromadzenia i, jak to mówią, „powrócić do świata”?
W zakłopotaniu Stoner się uśmiechnął.
– Wcale, panie profesorze.
Sloane stuknął palcem o teczkę.
– Tutaj przeczytałem, że wychował się pan na wsi. Rodzice rolnicy?
Stoner potwierdził skinieniem.
– Chciałby pan wrócić do pracy na gospodarstwie, kiedy dostanie pan dyplom?
– Nie chcę – odrzekł Stoner, sam się sobie dziwiąc, z jakim przekonaniem powiedział te słowa. Sam by nie przypuszczał, że właśnie podjął decyzję.
Sloane pokiwał głową.