Na tę uroczystość rodzice Stonera wyruszyli już dzień wcześniej pożyczonym wozem typu amerykan, do którego zaprzęgnięto starą bułaną klacz; całą noc jechali te sześćdziesiąt kilometrów z rodzinnego gospodarstwa, a do domu Foote’ów dotarli już bladym świtem, zesztywniali po podróży, nie zmrużywszy oka. Stoner wyszedł na podwórko przywitać matkę i ojca. Stali ramię w ramię w jasności poranka, czekając na swoje dziecko.
Stoner i jego ojciec, nie patrząc na siebie, przywitali się krótkim i zdawkowym potrząśnięciem dłoni.
– Bry – powiedział ojciec.
Matka skinęła głową.
– Przyjechaliśmy z tatą zobaczyć, jak dyplom ci dają.
Przez chwilę Stoner stał bez słowa, po czym się odezwał:
– Chodźcie na śniadanie.