Stoner
John Williams — Literatura piękna

Przez uroczystość wręczenia dyplomów przeszedł w poczuciu utraty; gdy wyczytano jego nazwisko, wszedł na podniesienie, by odebrać tubę od mężczyzny ukrytego za siwą i miękką brodą, i nie mógł uwierzyć, że to dzieje się naprawdę, a zwój pergaminu, który trzyma w dłoniach, jest widomym znakiem czegoś. Myślał wyłącznie o matce, ojcu i o tym, jak siedzą zdenerwowani, ale nieruchomi w tłumie.

Po uroczystościach wrócili razem do Foote’ów, gdzie rodzice Stonera mieli przenocować, by wyruszyć rano z powrotem do siebie.

Siedzieli do późna w salonie u gospodarzy. Jim i Serena Foote’owie chwilę im towarzyszyli. Czasami matka Stonera wspominała z Jimem kogoś tam z rodziny, po czym zapadała cisza. Ojciec Stonera siedział w rozkroku na krześle, lekko pochylony, trzymając się za kolana szerokimi dłońmi. W końcu Jim z Sereną spojrzeli po sobie i ziewnąwszy, oznajmili, że już późno się zrobiło. Poszli się położyć, a Stonerowie zostali w salonie sami.

Znowu nastało milczenie. Rodzice Stonera patrzyli na własne cienie, tylko czasem zerkając z ukosa na syna, jakby nie chcąc mu przerywać podniosłej okazji.

Po paru minutach William schylił się do przodu i odezwał głośno, głośniej niż zamierzał: