Stoner
John Williams — Literatura piękna

– To masz rano do zrobienia przed pójściem do szkoły – odpowiedział Foote. – Wieczorem to samo, a jeszcze pozbierać jajka i wydoić krowy. W wolnej chwili narąb drewna. A w sobotę i niedzielę przy robocie mi pomożesz.

– Oczywiście, wujku – odparł Stoner.

Foote obrzucił go badawczym spojrzeniem.

– Studia – powiedział i pokręcił głową.

I odtąd Stoner przez dziewięć miesięcy dawał bydłu jeść i pić, karmił świnie, zbierał jajka, doił krowy i rąbał drewno na opał za spanie i stołowanie. Oprócz tego orał i bronował pole, wykopywał pniaki (zimą musiał się przebijać przez warstwę zmarzniętej gleby) i ubijał masło dla pani Foote’owej, która patrzyła i kiwała głową z posępnym zadowoleniem, gdy drewniana maselnica miarowo wzburzała mleko.

Umieszczono go na poddaszu w dawnym magazynku. Z mebli miał tylko metalowe łóżko o wygiętej czarnej ramie, wypchany pierzem cienki materacyk, stolik o pękniętym blacie, a na nim lampkę naftową, obok koślawe krzesło z oparciem i sporą skrzynię służącą za biurko. Zimą ciepło dochodziło tylko z dołu przez podłogę. Siedział owinięty wyliniałym kocem i dziurawą derką, które dostał od gospodarzy, i chuchał na dłonie, by nie drzeć papieru, przewracając kartki książki.