Stramer
Mikołaj Łoziński — Literatura piękna

W Nisku opowiadano, że na ładne dziewczyny sutenerzy mówią „srebrne łyżeczki”, „bele jedwabiu” i „dywany ze Smyrny”. Na mniej urodziwe „beczki mąki”, a na brzydkie „worki kartofli”. Pamiętała jeszcze te określenia. Może dlatego że dziewczyny przezywały się nimi. Zastanawiała się też, do której kategorii ją zaliczyli.

Zdawała sobie sprawę, że była zbyt niska na srebrną łyżeczkę. Ale za to miała ciemną oprawę jasnych oczu, gęste czarne włosy i zgrabną talię. Nie była więc raczej beczką mąki ani tym bardziej workiem kartofli.

Teraz, na Goldhammera, te czasy wydawały jej się nierzeczywiste. Wyszła za mąż, przeniosła się do Tarnowa, urodziła dzieci. Dużo zmieniło się w jej życiu. Ale czy też na świecie? Dalej słyszało się o sutenerach handlujących „delikatnym mięsem”. W sumie nie minęło tyle lat. Wciąż przecież jeszcze zdarzało jej się przez pomyłkę zacząć list od daty tysiąc osiemset... Jakoś nie mogła się przestawić na ten dwudziesty wiek.

Może dlatego, że rzadko czytała gazety. Kto przy szóstce dzieci miałby na to czas?