Stramer
Mikołaj Łoziński — Literatura piękna

Mimo że nigdy nie był w filharmonii czy w operze, oczami wyobraźni widział już tam swojego siedmioletniego syna – na scenach Krakowa, a nawet Wiednia. Rywce też najłatwiej było go sobie wyobrazić w małym smokingu, z muszką i burzą kręconych włosów. W przeciwieństwie do swoich braci, nie lubił się bić ani brudzić.

– Masz – powiedział Nathan, wręczając mu instrument. – Słynny skrzypek jeszcze żadnej rodzinie nie zaszkodził.

A wiadomo, ile można zarobić na biletach.

Ale z tego też nic nie wyszło.

Co prawda, parę razy posłał go na lekcje skrzypiec do polskiej nauczycielki. Tylko czy Salek na pewno na nie docierał? Bo za każdym razem, kiedy przychodzili goście i Nathan prosił go, żeby dał „mały koncert”, Salek się wykręcał. Aż po pół roku Nathan przestał prosić i kazał „w tej chwili przynieść skrzypce”.

Po występie milczał.

Dopiero kiedy goście wyszli, powiedział, kręcąc głową na ledwo widocznej szyi:

– Goddammit!

Nikt nie zrozumiał, więc dodał:

– Pieniądze wyrzucone w błoto.