Dopiero kiedy skończył, a dzieci już spały, wyjmował z metalowej nogi łóżka zwinięte w rulonik dolary.
– Mam przeczucie, że tym razem się uda. Że to będzie to.
Rywka nic nie mówiła. Ale Nathan wiedział, co myśli:
Dlaczego przy ostatnim interesie nie przyszło ci do głowy obejrzeć porządnie przynajmniej jednej świecy?
Nie chciał tracić czasu, bał się, że ubiegną go inni kupcy, że ktoś zaproponuje wyższą cenę. Ale najbardziej bał się, że sprzedawca, który przyjechał tu aż z Kołomyi, zorientuje się, ile kosztują świece w Tarnowie, i zda sobie sprawę, że sprzedaje swoje za bezcen. Nathan musiał działać szybko. Taka okazja na pewno się już nie powtórzy. Cztery razy tańsze świece niż ze słynnej żydowskiej fabryki Pszczółka, która zaopatrywała wszystkie kościoły w Tarnowie! A może nawet i w Krakowie. Tak słyszał, ale nie wiedział, czy to prawda, czy reklama. Zresztą słyszał też, że właściciel, pan Szpilman, daje po cichu pieniądze socjalistom. Ale to z kolei mogła być antyreklama rozpowiadana przez konkurentów Pszczółki.