Stramer
Mikołaj Łoziński — Literatura piękna

Co z tego, że kiedy się zorientował, od razu pobiegł na dworzec i za ostatnie pieniądze kupił peronówkę? Pociąg z kupcem i wciąż lekko fioletowymi dolarami Nathana dawno odjechał do Kołomyi. Nathan długo stał wśród ludzi na peronie i powtarzał niezrozumiałe amerykańskie słowa, zanim przyznał się Rywce, co się stało. A wieczorem mimo zamkniętego okna słychać było na Goldhammera płacz jego dzieci.

Potem położył się do łóżka i przez tydzień nie wstał do pracy. W rzeźni Rywka powiedziała to samo co dzieciom:

– Nathan zachorował na katar żołądka.

Tym razem będzie inaczej – mówiło teraz jego spojrzenie.

Na Rywce nie zrobiło wrażenia, że znowu zaświeciły mu się oczy, jak w czasach, kiedy go poznała. Czasem zastanawiała się tylko, skąd bierze się ta jego przychodząca i odchodząca falami energia. Raz nawet zapytała Nathana.

– Przywiozłem z Ameryki – powiedział.

Pomyślała wtedy o morzu, o którym opowiadał jej po powrocie do Tarnowa. Też było targane falami, były przypływy i były odpływy. Rzadko stało spokojne – jak ona.

– Raczej złapałeś na morzu – uśmiechnęła się.