Światłoczułość
Jakub Jarno — Literatura piękna

Sta­rość nas wtedy nie do­ty­czyła, bała się w ogóle do nas zbli­żać, bo­by­śmy ją ob­śmiali, po­trak­to­wali jak trę­do­watą i wzgar­dzili nią tylko. Zresztą czemu by miała do­ty­czyć? Wy­glą­dała jak coś ob­cego, nie dla nas wcale. Jak sia­dała na bar­kach in­nych, przy­gnia­ta­jąc ich do ziemi, na­wet nie współ­czu­li­śmy. Tak to prze­cież musi być, czemu tu się dzi­wić? Na­ży­li­ście się już, te­raz na­sza ko­lej.

Mó­wi­łem ci, kiedy ją pierw­szy raz zo­ba­czy­łem? Nie, nie sta­rość, Żerkę. Tej pierw­szej ni­gdy nie zo­ba­czysz, a je­śli na­wet, to jest już za późno, że­byś się przed nią gdzieś za­szył.

Na pa­sionce to było. Cho­dzi­li­śmy, wszy­scy mło­dzi z oko­licy, wy­pa­sać zwie­rzęta na ten ka­wa­łek pola, co to stąd wi­dać. O tam, wi­dzisz. Nie­wielki skra­wek, wo­kół drzewa, tro­chę po­chyły te­ren, to trzeba było pil­no­wać, żeby nie zbie­gły kozy.

Taka pa­sionka to było wtedy wszystko, co się działo we wsi. Przy­naj­mniej dla nas. Nikt tam nie pil­no­wał, na­wet nie wie­dzieli, co my tam wy­pra­wiamy. A może wie­dzieli wła­śnie, i dla­tego nas pusz­czali.