Starość nas wtedy nie dotyczyła, bała się w ogóle do nas zbliżać, bobyśmy ją obśmiali, potraktowali jak trędowatą i wzgardzili nią tylko. Zresztą czemu by miała dotyczyć? Wyglądała jak coś obcego, nie dla nas wcale. Jak siadała na barkach innych, przygniatając ich do ziemi, nawet nie współczuliśmy. Tak to przecież musi być, czemu tu się dziwić? Nażyliście się już, teraz nasza kolej.
Mówiłem ci, kiedy ją pierwszy raz zobaczyłem? Nie, nie starość, Żerkę. Tej pierwszej nigdy nie zobaczysz, a jeśli nawet, to jest już za późno, żebyś się przed nią gdzieś zaszył.
Na pasionce to było. Chodziliśmy, wszyscy młodzi z okolicy, wypasać zwierzęta na ten kawałek pola, co to stąd widać. O tam, widzisz. Niewielki skrawek, wokół drzewa, trochę pochyły teren, to trzeba było pilnować, żeby nie zbiegły kozy.
Taka pasionka to było wtedy wszystko, co się działo we wsi. Przynajmniej dla nas. Nikt tam nie pilnował, nawet nie wiedzieli, co my tam wyprawiamy. A może wiedzieli właśnie, i dlatego nas puszczali.