W końcu na chwilę na mnie spojrzała, jakbym dopiero teraz ją czymś zaciekawił.
– A co? – rzuciła.
– Ciekaw jestem.
– No ale dlaczego?
Sam nie wiedziałem, to co miałem odpowiadać? Bo była nowa, niespodziewana? Bo znałem we wsi każdego, nikt mnie niczym już nie zaskakiwał? Wszyscy żyli razem, każdy każdemu wtedy pomagał, nie jak teraz, że sobie tylko. Ktoś miał furmankę, wiózł kanki dla tego i owego. Latem wszyscy szli do kogoś na żniwa, jesienią na wykopki. Jak ktoś nie poszedł, a powinien, wszyscy wiedzieli. Za dużo czasu się spędzało z człowiekiem z przypadku, to powszedniał bardziej niż wszystko wokół.
Często chodziłem, żeby dać pomocną dłoń. Raz tu, raz tam. Szedłem pomagać staremu Węzłowskiemu przy kartoflach i burakach, to zawsze wiedziałem, co usłyszę o tym, jak służył w korpusie, jak jego córa poszła na studia, jak mu dach przecieka. Oporządzałem oborę ciotce Jance, to też wiedziałem, co usłyszę. Uprzątałem obejście niedomagającej wdowie na końcu wsi, to i tam wiedziałem, co usłyszę. Wstawałem rano na dojenie u nas, to wiedziałem, ile mleka która da.