Kajdanki uwierały, inspektor wrzeszczał i siłą rzeczy osiągał zamierzony efekt. Siedziałem przestraszony już nie na żarty, mój paszport dawno znikł mi z oczu, czułem się coraz bardziej wyczerpany i coraz mniej miałem pomysłów. Nie ma szans, nie wygram z nimi.
Odetchnąłem głębiej.
– Dobrze, napiszę to oświadczenie.
– Mądry chłopak – uśmiechnął się przez zęby inspektor i podsunął bliżej kartkę.
– Co ma w nim być?
– Podyktuję ci, nic się martw.
Pisemne oświadczenie to gwóźdź do trumny, mówiłem wam. To jest naprawdę poważna sprawa i tu już nie ma żartów. Postanowiłem oświadczenie inspektora zapisywać niby tak samo, ale swoimi słowami, w wersji, z której mógłbym się jakoś później wykręcić, żeby mieć chociaż cień szansy na przyszłość.
– Jako przewodnik grupy zaprowadziłem ją do świątyni Xieng Thong… – zaczął dyktować boss.
– Grupa moich przyjaciół wybrała się do świątyni Xieng Thong… – zacząłem pisać.
– … i oprowadzałem ich po terenie, gdy zatrzymała mnie policja – kontynuował.
– … i rozmawiałem z nimi, gdy zatrzymała mnie policja – zapisałem.