Swoją drogą
Tomasz Michniewicz — Książki podróżnicze i przewodniki

Wyciągnąłem portfel i wysypałem z niego na blat wszystkie banknoty. W przeliczeniu, jakieś dwadzieścia dolarów. Niech to będzie mój punkt startowy.

Bardzo ten punkt inspektora rozjuszył. Po chwili się jednak uspokoił, zgodnie z moimi przewidywaniami. W końcu skończyliśmy już etap straszenia i teraz się targujemy, a tu nie ma miejsca na emocje.

Wyciągnąłem cały arsenał sztuczek, od udawanego oburzenia, przez prośby i błagania, po roztrzęsioną rezygnację. Krzyczałem, łkałem i milczałem na zmianę, żonglując argumentacją na chybił trafił. Inspektor zszedł do tysiąca i uprzedził, że niżej już nie będzie. Tysiąc dolarów! Za to można przeżyć w Azji pół roku! Odpowiedziałem, że wszystkie pieniądze, jakie mam na ten wyjazd, to trzysta dolarów i więcej nie wyrzeźbię, on na to, żebym pożyczył od znajomych, ja z kolei, że przyjechaliśmy z biednego, komunistycznego kraju i że ma niedorzeczne wyobrażenie zachodnich obcokrajowców. Odegrałem wszystko, co potrafiłem, włącznie z ubogim studentem, pewnym siebie sukinsynem i przerażonym turystą, co to nie wiedział, że jest taki przepis.

Ani grosza poniżej tysiąca.