Syn
Jo Nesbø — Literatura piękna

– Nie mogę tego dłużej robić – oświadczył Per Vollan, idący za nim korytarzem.

– Czego?

– Jestem pastorem. Sposób, w jaki krzywdzimy tego chłopca... Przecież skazujemy go na odsiadywanie kary za coś, czego nie zrobił! Będzie musiał siedzieć za męża, który...

– Cicho!

Na wysokości pokoju kontrolnego – Franck lubił nazywać go „mostkiem” – minęli starszego mężczyznę, który przerwał mycie podłogi i przyjaźnie skinął dyrektorowi głową. Johannes był najstarszy w więzieniu i zaliczał się do tych osadzonych, którzy najbardziej przypadali Franckowi do gustu. Był życzliwą duszą, w poprzednim stuleciu przemycił jakieś narkotyki, a z upływem lat bierność wygrała w nim z samodzielnością i tak się przystosował, że teraz obawiał się jedynie tego dnia, kiedy będzie musiał stąd wyjść. Chociaż tego rodzaju osadzeni nie stanowili w y z w a n i a, o jakie prosiło się więzienie takie jak Państwo.

– Masz wyrzuty sumienia, Vollan?

– Owszem, mam, Arild.