Syn
Jo Nesbø — Literatura piękna

Franck nie przypominał sobie, kiedy dokładnie koledzy z pracy zaczęli zwracać się do swoich zwierzchników po imieniu. Ani też kiedy szefowie więzienia zaczęli nosić cywilne ubrania zamiast munduru. W niektórych zakładach karnych nawet strażnicy ubierali się po cywilnemu. Podczas buntu w więzieniu Francisco de Mar w São Paulo strażnicy atakowali gazem łzawiącym własnych kolegów, bo nie potrafili ich odróżnić od osadzonych.

– Chcę z tym skończyć – wysapał pastor.

– Doprawdy? – Franck lekkim truchtem zbiegał ze schodów. Był w dobrej formie jak na kogoś, komu do wieku emerytalnego zostało mniej niż dziesięć lat. Ale on ćwiczył. Kolejna zapomniana cnota w branży, w której nadwaga wkrótce miała stanowić regułę, a nie wyjątek. No i przecież trenował lokalną drużynę pływacką wtedy, kiedy pływała jego córka. Odrobił swoją cząstkę pracy społecznej. Odpłacił się społeczeństwu, które tak wielu osobom dało tak dużo. Niech nie zawracają głowy.